Nazwisko Marzeny Kanclerskiej to w światku polskiego show-biznesu znana i ceniona marka.

Dlatego nie musi martwić się o brak klientów. „Nigdzie się nie reklamuję, nie rozrzucam ulotek z informacją „manicure -30%”, zresztą nigdy tego nie robiłam. Wszyscy, którzy do mnie trafiają, to wynik marketingu szeptanego – to najlepsze polecenie i najlepsza forma reklamy„ – mówi manikiurzystka. Jej „Nail Spa” istnieje 7 lat, choć nasza bohaterka w zawodzie pracuje od 15. Wcześniej nazwa firmy brzmiała po prostu „Marzena Kanclerska”.


Marzena Kanclerska z Beatą Sadowską podczas otwarcia nowego salonu© www.bew.com.pl

„Wszyscy mnie znali, więc nie było konieczności wymyślania nazw” – wyjaśnia.
Poza jej nazwiskiem na szyldzie na froncie ładnej willi na ulicy Płatowcowej w Warszawie, gdzie znajduje się salon, w którym umawiamy się na rozmowę, rzeczywiście nie ma żadnej innej informacji.

Skromny z zewnątrz dom ukrywa ekskluzywne i urządzone ze smakiem wnętrze. Przeważa biel. Białe są ramy wielkich luster w holu, białe są ściany i stanowiska do manikiuru. Jest tu przytulnie, a zarazem nowocześnie. Na jednej ze ścian feeria barw lakierów do paznokci.

To drugie w Warszawie „Nail Spa”, które z pompą Marzena otworzyła 19 maja tego roku. Na otwarciu stawiło się wiele polskich gwiazd, które są wiernymi klientkami Kanclerskiej. W ręce Marzeny swoje dłonie oddają (dosłownie!) m.in. Aneta Kręglicka, Edyta Górniak, Beata Sadowska, Doda, Magda Cielecka, Kasia Zielińska, Magda Mołek. Marzena współpracuje przy sesjach z największymi magazynami w Polsce, jest ekspertką w programach czy czasopismach urodowych, robiła manikiur Madonnie i Sharon Stone podczas ich wizyt w Polsce.

Mimochodem zwracam uwagę na paznokcie Marzeny. Z zaskoczeniem stwierdzam, że na dłoniach nie ma żadnego lakieru, za to paznokcie u stóp zdobi modny, szmaragdowy odcień (od razu nabieram ochoty na taki sam, ale czekam cierpliwie, aż zasiądziemy do stolika i Marzena zajmie się moimi paznokciami).

Aby poznać tajemnicę sukcesu Marzeny chciałam na własnej skórze przetestować wykonywane przez nią zabiegi. Co takiego jest w sposobie jej pracy, że od lat jest ukochaną manikiurzystką gwiazd, której nazwisko podają sobie z ust do ust kolejne celebrytki?


Marzena ze swoją wierną klientką, Anetą Kręglicką

Marzena zaprasza mnie do stanowiska manikiuru. Zajmuję miejsce w wygodnym fotelu. Asystentka proponuje mi kawę. Po chwili dostaję ją z puszystą, mleczną pianką, wysokiej szklance. Kamień spada mi z serca, gdy słyszę od Marzeny, że paznokcie mam ładne i zdrowe, choć mają niewielką płytkę, ale i temu można zaradzić, odpowiednie ją opiłowując.

Koniec z „gruboskórnością”

Marzena zaczyna od nałożenia preparatów zmiękczających skórki. A ja zaczynam rozmowę. Kiedy skórki nasiąkają, pytam Marzenę, czy teraz czuje się już bardziej bizneswoman czy jednak manikiurzystką.

– Najlepszym menedżerem w swojej firmie jestem absolutnie ja. Wszystko sama sobie najlepiej organizuję, sobie zawdzięczam wszystkie kontakty, które teraz wykorzystuję, sama je wypracowałam. Na pewno mam dużo cech charakterystycznych dla kobiet biznesu. Jestem pracoholikiem. Kocham to, co robię, dlatego moja praca nigdy mi się nie znudzi. Im mam jej więcej, tym bardziej jestem dyspozycyjna.. Im więcej mam obowiązków, tym jestem bardziej wydajna. Czy jestem bizneswoman? Hmm…chyba tak, już tak – mówi.

Magda Mielcarz w PANI – stylizacja paznokci – M. Kanclerska © PANI

Marzena jest bardzo pewna siebie, świadoma tego, co osiągnęła, bez fałszywego wstydu mówi o swoich sukcesach. Nie kryguje się, nie wstydzi się chwalić, choć, jak twierdzi, ten największy sukces jest jeszcze przed nią. „Wciąż na niego czekam i na to pracuję” – wyjaśnia. Z taką samą pewnością każe mi rozluźnić palce i przystępuje do usuwania skórek.

„Spełniona zawodowo będę, kiedy zrealizuję wszystkie moje plany. Chcę stworzyć sieć moich salonów Warszawie – miejsc z klimatem, w których największą wagę przywiązuje się do jakości. Mam też już propozycje współpracy z innych dużych miast. Chcę wykorzystać to, że moje nazwisko stało się rozpoznawalną marką. Dużym koncernom jest to na rękę, dlatego widzą we mnie wartościowego partnera i proponują kontrakty reklamowe. W tej chwili jestem spełniono częściowo. To, co osiągnęłam daje mi ogromną satysfakcję, ale staram się nie osiadać na laurach. Nie jest tak, że wszystko robią za mnie moi pracownicy. To ja najwięcej czasu spędzam w salonach, ale znam tego jedną przyczynę – nie potrafię odmawiać klientowi. Nie jestem asertywna, ale uczę się tego” – opisuje Marzena.

Nie umiała na przykład odmówić Dodzie i zgodziła się „wyciągnąć” ją z zamiłowania do koszmarnych, tandetnych tipsów. Choć nie było łatwo.

„Trudno było ją przekonać, że gwiazda rocka o jej randze nie powinna nosić takich rzeczy. Nawet się z nią założyłam – jeśli nie doprowadzę jej dłoni do porządku tak, że będą wyglądać lepiej niż z tipsami, to z powrotem założę jej sztuczne paznokcie. I wygrałam. Doda do tego zakładu ze mną się nie przyznaje, ale od tamtej pory jest wierna moim radom i wciąż jest moją klientką” – wspomina Kanclerska.

– Paznokcie Madonny i Dody

Nowe, krótkie paznokcie Dody – dzieło Marzeny Kanclerskiej © www.bew.com.pl

– A jak współpracowało się z Madonną?

Zanim weszłam do jej namiotu, musiałam przejść przez bardzo rygorystyczną kontrolę. Madonna była doskonale przygotowana do mojej wizyty, znała moją działalność, wiedziała, czego chce. Ja byłam strasznie zestresowana. Najpierw zrobiłam paznokcie jej tancerkom, potem przyszła kolej na królową. Wybrała ciemny kolor. Jest bardzo zadbaną osobą. Jej dłonie zdradzają oczywiście wiek, ale doskonale wygląda.

Kilkanaście lat temu Marzena wcale nie widziała się w obecnej roli i nie przypuszczała, że będzie współpracować ze sławami.

– Jak zaczęła się Pani przygoda z tym zawodem?

Wcześniej sama chodziłam do manikiurzystki. Któregoś razu nie mogłam pójść na wizytę i zaczęłam sama sobie piłować paznokcie. Tak to się zaczęło. Potem zapisałam się na szkolenia i kursy. W pierwszym salonie, na Grochowie, pracowałam 3 lata; potem przeniosłam się na Saską Kępę, gdzie zyskałam mnóstwo klientów. Ale szybko się nudziłam, potrzebowałam zmian. Wkrótce założyłam własny biznes. Zaczęłam pracować przy serialach, w show-biznesie, gdzie poznawałam ludzi z pierwszych stron gazet, polityków, gwiazdy, które stawały się moimi wiernymi klientami. Dziewczyny z produkcji rozmaitych programów i seriali polecały mnie dalej. Chodziłam na sesje. Muszę powiedzieć, że dziś w światku telewizyjnym, gazetowym i modowym wszyscy tylko mnie znają.

– Kiedy dokładnie przyszedł czas na własny biznes?

W 2005 r., kiedy byłam w ciąży, uznałam, że konieczne będą zmiany w organizacji pracy. Wspólnie z mężem, który zajmuje się budowlanką i wykańczaniem wnętrz, postanowiliśmy urządzić małe miejsce – 3 stanowiska do manikiuru i jedno do pedikiuru. Na początku pracowałam sama z koleżanką. Klientów przybywało, więc zatrudniałam kolejne osoby. Trwało to 5 lat, wtedy znów uznałam, że muszę się dalej rozwijać.

W moim przypadku dziecko było „przełomowym momentem” w karierze – zdecydowało o tym, jak dalej potoczyła się moja zawodowa przyszłość. Wiedziałam, że już dłużej nie mogę „jeździć z kuferkiem„. Chciałam pracować na własne nazwisko. Już 4 dni po porodzie poszłam do pracy. Logistyczne podejście pomogło mi wszystko zorganizować. Tu, na Płatowcowej stworzyłam zakład, a mieszkam niedaleko, natomiast przedszkole mam dwie ulice stąd. Kącik dla dzieci w salonie urządziłam również po to, aby moja córka mogła się tu bawić. Wiem, że kobiety po prostu czasem muszą przyjść z dziećmi, bo nie mają ich z kim zostawić. Dziecko kazało mi stworzyć pewien komfort pracy, pole manewru. Chciałam wreszcie decydować o swoim czasie. To jednak nie do końca się udaje”.

– Dlaczego?

Rzadko udaje mi się wyjść z pracy o 17.00, spoczywa na mnie wiele obowiązków związanych z nadzorowaniem i organizacją pracy, choćby zamawianie produktów, układanie grafika pracy. Czasem, jak mam gorsze dni i jestem zmęczona, myślę, że fajnie byłoby popracować u kogoś innego. O nic się nie martwić – ani o klientów, ani o rachunki do zapłacenia. Własna firma to luksus, ale i wielkie obciążenie, stres, koszty ukryte, których nikt z zewnątrz, zwłaszcza klient, nie widzi. A ja widzę wszystko – kiedy coś jest nie tak ułożone, jak powinno, kiedy nie jest sprzątnięte, jak należy. Ale też satysfakcja z posiadania własnej firmy jest ogromna. Bardzo staram się jednak rozdzielać sferę zawodową od prywatnej. W soboty pracuję. Jednak w niedziele i poniedziałki już nie, chyba, że jest wyjątkowa sytuacja (sesja, program telewizyjny). W te dni mój telefon jest wyłączony.


Wnętrze salonu © Nail Spa

Piłujemy, by nadać dłoniom ładny kształt

Marzena sprawnie operuje pilniczkiem. Bez namysłu dobiera odpowiedni kształt płytki. Jest prawdziwym fachowcem. Powoli zaczynam rozumieć, dlaczego tak wiele osób lubi przychodzić do Marzeny. Także gwiazdy. Udziela mi się atmosfera tego salonu, spokój, dyskrecja. I cisza, która nastraja do rozmowy. Cisza przerywana telefonami, podczas których asystentka Marzeny wciąż umawia nowe klientki.

Marzena jest bardzo pewna siebie, świadoma tego, co osiągnęła, bez fałszywego wstydu mówi o swoich sukcesach. Nie kryguje się, nie wstydzi się chwalić, choć, jak twierdzi, ten największy sukces jest jeszcze przed nią. „Wciąż na niego czekam i na to pracuję” – wyjaśnia. Z taką samą pewnością każe mi rozluźnić palce i przystępuje do usuwania skórek.

„Spełniona zawodowo będę, kiedy zrealizuję wszystkie moje plany. Chcę stworzyć sieć moich salonów Warszawie – miejsc z klimatem, w których największą wagę przywiązuje się do jakości. Mam też już propozycje współpracy z innych dużych miast. Chcę wykorzystać to, że moje nazwisko stało się rozpoznawalną marką. Dużym koncernom jest to na rękę, dlatego widzą we mnie wartościowego partnera i proponują kontrakty reklamowe. W tej chwili jestem spełniono częściowo. To, co osiągnęłam daje mi ogromną satysfakcję, ale staram się nie osiadać na laurach. Nie jest tak, że wszystko robią za mnie moi pracownicy. To ja najwięcej czasu spędzam w salonach, ale znam tego jedną przyczynę – nie potrafię odmawiać klientowi. Nie jestem asertywna, ale uczę się tego” – opisuje Marzena.

Nie wszystko jednak zawsze szło tak gładko. Kanclerska przyznaje, że trudności przy prowadzeniu własnej firmy pojawiały się i pojawiają nieustannie.

„Od urzędu po sanepid – zwykłe codzienne problemy. Zawsze mogłam liczyć na życzliwe osoby wokół mnie. Sprawdzonych współpracowników, męża, który jest dla mnie ogromnym wsparciem, ale także nianię, bez pomocy której nie poradziłabym sobie z opieką i wychowaniem dziecka.

© www.bew.com.pl

– Pojawiały się na pewno jednak większe problemy i momenty zwątpienia…

Problemy pojawiały się głównie, gdy zbyt spoufalałam się z ludźmi – czy to z klientami, czy z pracownikami. Zdarzało się, że ci, którym ufałam najbardziej, którzy pracowali u mnie najdłużej, najbardziej mnie zawodzili. Myślę tu o wyprowadzaniu klientów do konkurencyjnych firm, które otwierali moi byli pracownicy. Teraz jestem ostrożniejsza w dobieraniu pracowników i wiem, że w biznesie nie ma miejsca na bliskie relacje. Choć błędów oczywiście nie da się uniknąć – wciąż się na nich uczę.

Jeśli chodzi o momenty zwątpienia, to teraz taki mam (śmiech). Szukam na gwałt wycieczki, miejsca na urlop, czuję się ogromnie zmęczona. Czekam też na nowe kolekcje, niecierpliwię się, chcę poznać nowe trendy, to pozwala nie popaść w rutynę, daje mi „kopa”, nowe pomysły. Denerwuję się też tym, że przynoszę do pracy domowe problemy. I odwrotnie – na urlopie głowę mam zaprzątniętą pracą…

Imponujące wyposażenie Nail Spa

– Jak więc teraz dobiera Pani pracowników, by uniknąć rozczarowań i zawodów?

Pracownik to 70% sukcesu, ty dajesz 30%. Każdy więc musi mieć to „coś”, miłe usposobienie, nienaganny wygląd, który jest wizytówką każdej manikiurzystki. Jeśli wyglądem odstrasza, nie pomogą nawet wyjątkowe umiejętności. O dobrego pracownika jest niezwykle trudno, zwłaszcza wśród młodych osób, które inaczej podchodzą do pracy, są bardzo roszczeniowe, krnąbrne, butne. Każdą osobę przysposabiam indywidualnie, doszkalam, głównie z produktów i pracy z klientem.

Melonowy peeling

Jeden z salonów Nail Spa©

Wizyta u

Czas spędzany u Marzeny płynie w relaksującej atmosferze. Kiedy Marzena delikatnie masuje mi dłonie, nie przestajemy rozmawiać – bez skrępowania i zadęcia. Nie dziwię się, gdy Marzena mówi, że jej klientki traktują zabiegi u niej jak połączenie spowiedzi z wizytą na kozetce u psychologa.

„Myślę, że kobiety potrzebują możliwości wygadania się, zasięgnięcia rady. Tu znajdują do tego warunki. Istotnie mam w sobie coś z psychologa. Umiem słuchać i mam dobrą pamięć – pamiętam więc tematy poprzednich rozmów, np. czy któraś zmieniła pracę, pokłóciła się z teściową, itp. Nie mówiąc już o tym, że pamiętam, na jaki kolor klientka miała pomalowane paznokcie, odcień i numer lakieru. Znam sposób malowania, ulubione kolory. Panie mi ufają” – mówi Marzena.

– Jaki największy komplement usłyszała Pani od swoich klientek?

Że jestem najlepsza. To największy komplement.

– Jak Pani myśli, co Panią aż tak wyróżnia spośród innych manikiurzystek, że ma Pani tyle wiernych klientek, również wśród gwiazd?

Jeden z salonów Nail Spa©

Poczucie estetyki. Co jeszcze? Trudne pytanie.

– Pani Stefanio, co mnie wyróżnia spośród innych manikiurzystek? – pyta Marzena wychodzącej właśnie z salonu kobiety. – Szczerość, profesjonalizm, znajomość nowinek i trendów, umiejętność doradzenia i słuchania oraz bezpośredniość w mówieniu, co komu pasuje – odpowiada kolejna zadowolona klientka.

Malujemy modnie

Paulla w Cosmopolitan – stylizacja paznokci – M. Kanclerska © Cosmopolitan

„Teraz nakładam bazę pod lakier, tzw. topcoat, który wyrównuje płytkę paznokcia i chroni ją przed odbarwieniem” – instruuje mnie Marzena. – Na jaki kolor malujemy? Może coś z jesiennej kolekcji? – Marzena wciąga zestaw lakierów w dość intensywnych odcieniach zieleni i niebieskości.

– Chciałabym jakieś beże lub szarości – mówię. Marzena stawia przede mną kilka propozycji kolorów. Decyduję się na pastelowy brąz.

„To nasz faworyt, bardzo modny i elegancki” chwali manikiurzystka i zaczyna pokrywać paznokcie emalią.

– Czym jest dla Pani sukces? – pytam.

Wciąż powiększające się grono nowych oraz stałe grono wiernych klientów – niektórzy przyjeżdżają do mnie po 13 lat; ci moi współpracownicy, którzy pracują u mnie długo, co świadczy o mojej wartości jako pracodawcy; propozycje reklamowe od dobrych marek, które chcą ze mną współpracować.

– Jak teraz wygląda rozwijanie firmy i własnej marki?

 Wnętrze salonu © Nail Spa

Inwestuję w pozyskiwanie nowych marek, w szkolenia, ciągły rozwój – rynek ode mnie tego wymaga. Inwestuję w sprzęt. Żeby się wyróżnić, musisz inwestować. Klienci to doceniają.

– Jak Pani myśli, jakie cechy Pani charakteru pozwoliły Pani osiągnąć sukces?

Tym, co przyczyniło się do mego sukcesu jest umiejętność budowania wzajemnego zaufania i poczucia bezpieczeństwa między klientem a mną. Jednocześnie jestem w stanie zachować dystans, nie spoufalam się szybko, na początku utrzymuję relacje na „Pani/Pan”.

Jestem dyskretna – wiele osób mi się zwierza, znam wiele tajemnic. Mogłabym napisać całą książkę i żyć ze sprzedaży praw do niej. Ale tego nigdy bym nie zrobiła. Przed spotkaniem z nową klientką zawsze odczuwam stres – moim zdaniem to zdrowy objaw, który oznacza, że praca mi się nie znudziła i traktuję ją poważnie.

Baza utwardzająca i migdałowa oliwka

Paznokcie mam już pomalowane, lakier utwardzony. Czas na masaż dłoni pięknie pachnącą oliwką. Chciałabym zamknąć oczy i tylko się relaksować, ale pytam dalej.

– Co musiała Pani poświęcić dla sukcesu?


Ilona Ostrowska na okładce PANI – stylizacja paznokci – M. Kanclerska

Rodzinę. To największa cena, jak musiałam zapłacić i wciąż płacę.

– Co poradziłaby Pani osobom, które chciałyby odnieść sukces w Pani zawodzie?

Po pierwsze – niczego nie można robić na siłę. Na początku warto sprawdzić, czy dana dziedzina nam odpowiada – jeśli nie, zmienić ją. Po drugie – pamiętać, że pieniądze nie przychodzą od razu, trzeba się nastawić na ciężką pracę i poświęcić czas na wypracowanie relacji z klientem i sprawić, by ci zaufał. Kredyt, który daje ci klient jest bezcenny. Po trzecie – klienta trzeba nieustannie zaskakiwać. Należy również bezwzględnie dbać o higienę i jakość. Cały czas się szkolić, ale w jednej dziedzinie – nie można być dobrym w kilku. Trzeba być dyspozycyjnym. Dążyć do celu małymi krokami.

Jaśminowy balsam

Z kilkunastu różnych balsamów mogę wybrać zapach, który najbardziej lubię. Bez namysłu wybieram jaśminowy. Smaruję dłonie i wdycham kojący zapach.

– Komu jeszcze chciałaby Pani zrobić paznokcie?- chciałabym wiedzieć.

Gdybym nie miała rodziny, wyjechałabym do Paryża albo Londynu, tam chciałabym pracować – przy pokazach mody wielkich mistrzów – rozmarza się Marzena.

– I co, jak kolor? – dopytuje. Nie pozostaje mi nic innego, jak pochwalić i się uśmiechnąć .

A wy co o tym sądzicie? ;)

Wywiad zaczerpnięty ze strony www.ofeminin.pl